Data dodania: 2018-10-29 Ilość odsłon: 55
" Prolog Będąc małą dziewczynką często patrzyłam w okno rozmyślając nad moją przyszłością. Patrząc na drzewa zastanawiałam się co one myślą na temat mnie i moich rodziców. Obserwowały nas przecież codziennie. Widziały mnie biegającą wokół domu, bawiącą się starą lodówką i potłuczonymi butelkami. Moją mamę tez widziały ,choć czasem bywało to tylko przez jeden dzień ,po czym znikała na kolejnych kilka do Bliżyńskiej meliny . Widziały i tatę mojego. Jego miały okazję obserwować czasem całymi nocami gdy zbierał gałęzie i strugał je na miotły . Potem nimi handlował . Często też koledzy z meliny przynosili się do nas. Drzewa miały okazję podglądać sielankę po wypłacie matczynej renty. Ja w takie dni chowałam się w róg ściany zasłaniając się kotarą zawieszoną na sznurku przez ojca. Tam miałam zabawki- jedną lale od pani z przedszkola parę części od kineskopu dziurawe miski i zakrętki po winach. Nasi goście zawsze chwalili mnie ,że grzeczna i poukładana. Bawiłam się skryta przed mętnym wzrokiem pijanego gbura. Nie przeszkadzałam. Czekałam aż skończą a gdy mnie łapało spanie, ukradkiem przechodziłam na łóżko i wąchając zwilgniętą pościel tworzyłam swój własny świat ROZDZIAŁ I Pamiętam jak wprowadziliśmy się do domu położonego przy samym lesie. Albo pamiętam tylko jak malowałam z tata pomieszczenia. Wtedy jeszcze lubiłam las. Na zewnątrz były budynki gospodarcze i drewniana ubikacja. Nie było ogrodzenia. Od strony uliczki tylko kawałek płotu ze sztachet które w późniejszym czasie i tak zostały wykopane i połamane przez wichury . Cieszyłam się ze podwórko będzie duże i będę miała się gdzie bawić . W domu było 5 pomieszczeń. Dwa przechodnie pokoje kuchnia i dwa przedsionki. Wejścia były dwa&, z przodu i z tyłu domu-wejście z tyłu rzadko było używane. Dom był drewniany -cały pokryty papą. W środku pełno tapczanów i półki zrobione z obramowań telewizora. W kuchni stał piec i stare białe meble- nie lubiłam ich - były bardzo wysokie i sama nie mogłam dosięgnąć nawet po chleb. Będąc wtedy dzieckiem, nie miałam pojęcia jeszcze jaki los został dla mnie przygotowany. W tamtym okresie byłam normalną dziewczynką z marzeniami o lalce Barbie i Przytulance z wystawy sklepowej. W miejscowości , w której żyliśmy nie było za dużo sklepów ale był jeden po brzegi wypełniony zabawkami- uwielbiałam przechodzić obok niego i podziwiać mnóstwo zabawek. Mama zawsze strofowała mnie , żebym przestała bo takie rzeczy kupują tylko bogaci a ona ma dług niespłacony w Kiosku RUCHU. Wiedziałam, że nic mi nie kupi- ale wiedziałam też, że nadejdzie taki dzień, kiedy wybiorę sobie z tego sklepu to co chcę. Tak też się stało pewnego wieczoru, kiedy to mama już upojona do stanu półprzytomności zasnęła u znajomych meliniarzy. Na moje nieszczęście zabrała mnie ze sobą. Nazwijmy ich Bukowscy. Państwo Bukowscy mieszkali razem z dwojgiem dzieci- około pięcioletnią Karoliną i 9 letnim Sławkiem. Mieszkali na uboczu miasta w domu z dwoma pokojami. Mieli bardzo obdrapane ściany i meble podobne do moich. Podobno Pan Bukowski już od kilku lat miał w planach je pomalować- przeszkodą był albo nietrzeźwy stan albo brak pieniędzy. Jedno i drugie było ze sobą bardzo powiązane. W sumie ciężko określić mi teraz czy warunki mieszkaniowe były lepsze u nas czy u Państwa Bukowskich. Karolina nie umiała jeszcze mówić, była to krępa dziewczynka z grzywką aż po nos- dla mnie wyglądała na dużo młodszą. Widać było, że podobnie jak ja nie lubi libacji alkoholowych. Sławek natomiast wyglądał na starszego, niż w rzeczywistości był. Wysoki przy tuszy z roztarganymi tłustymi włosami. Nigdy do mnie się nie odezwał bezpośrednio, ale w szkole pokazywał na mnie palcem, że mam matkę wariatkę. Bukowscy byli niby młodzi a starzy-w sensie bardzo zniszczeni i zaniedbani. Zawsze kiedy do nich przychodziliśmy, czerpali zyski z matczynej renty i cyckali ją do ostatniej złotówki. Matka stawiała wódkę , a potem jak pieniądze się kończyły lewy spirytus z mety nieopodal. Tamtego dnia libacja skończyła się dość szybko. Tak mi się przynajmniej wydawało- z reguły jeszcze tańczyli, obmacywali się i kazali mi śpiewać. Czekałam, aż mama zawoła mnie ,ubierzemy się i wrócimy do domu, ale w momencie zakładania butów runęła do tyłu i wybełkotała, że dzisiaj śpimy tutaj. Karolina już spała między łóżkiem a ścianą , nie wiem czy spadła czy podobnie jak ja chowała się przed tego typu imprezami i tam tworzyła swój wymarzony świat. Sławka nie było-w międzyczasie przyszedł powiedzieć, ze idzie do kolegi-spojrzał w lodówkę i nic nie wyjął- nic nie było .Jakoś nikogo to nie zdziwiło ,nawet mnie&., ja w takich sytuacjach robiłam sobie chleb w wodzie i sypałam cukrem- może nie mieli cukru. Bukowscy pozasypiali w kuchni przy stole. W pokoju grał telewizor ,właśnie było zakończenie programu. Zerknęłam na mamę leżącą niedaleko drzwi. Miała przy sobie torebkę, wiedziałam, że ma jeszcze jakieś pieniądze. Zajrzałam do portfela i było tam 150 zł. Wzięłam 50 zł i ukryłam do swojej kieszeni od spodni. Położyłam się w pokoju ,gdzie grał telewizor. Poduszka była mokra i strasznie cuchnęła&chyba coś się na nią wylało .Nie było kołdry, przykryłam się moją kurtką i starałam się zasnąć. Myślałam o tym, co za skubnięte pieniądze kupię sobie w zabawkowym sklepie&,i tak rozmyślając zasnęłam.